Wyrwa – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 
Wyrwa do pobrania

Wyrwa
Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-66500-17-4
Język: Polski
Data wydania: 6 maja 2020
Rozmiar pliku: 3,1 MB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

WYRWA – OPIS EBOOKA

Horror psychologiczny Wojciecha Chmielarza, twórcy znakomitej książki Rana i serialu produkcji Canal+ Żmijowiska.

Maciej Tomski dowiaduje się, że jego małżonka Janina zginęła w zdarzeniu samochodowym, myśli, że rypie mu się idealny wszechświat. Jak oznajmić córkom, że utraciły mamę? Jak to samo powiedzieć rodzicom? Jakim sposobem teraz działać, gdy dotychczasowy, spokojny byt nagle blednie i zmienia się w ciąg męczarni?

Maciej nie rozumie, dlaczego wypadek był pod Mrągowem, Janina uświadomiła go , że jedzie na wyjazd służbowy do Krakowa. Pokręciło jej się? Skłamała? Na pogrzebie pojawia się także zagadkowy facet, Maciej zaczyna uświadamiać sobie, że Janina miała sekrety. Więcej, niż można spodziewać się po kimś tak zabieganym i zarobionym.

Pytania rozmnażają się, a dramat zmienia w trudną do rozwiązania zagadkę. Maciej wyjeżdża pod Mazury i przekonuje się, że nie znał i nie rozumiał swojej żony, z którą żył dwanaście lat..

Wyrwa to historia facetach skrajnie kochających kobietę, jak się okazuje tą samą, którzy mierzą się z niewiadomą przyczyną jej zgonu. Ebook opowiada o poczuciu utraty i smutku, który przemienia się w gniew i szuka spustu. Opowieść o poplątanych emocjach, niezwykle trudnej przyjaźni i życiowych następstwach. Przekaz pokazuje nam, że nie musimy wiedzieć o naszych bliskich wszystkiego, mieszkając z nimi pod tym samym dachem.

Wyrwa e-book Wojciech Chmielarz do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

Rozdział 1
Po raz pierwszy dotarło do mnie, że Janina naprawdę odeszła, w chwili, kiedy stanąłem przed bramą przedszkola i zastanawiałem się, jak powiedzieć córce, że jej mama nie żyje. Wcześniej, i wiem, że zabrzmi to banalnie, wszystko to zdawało mi się cholernie nierzeczywiste. Ale za kilka minut miałem stanąć przed moją małą dziewczynką i wypowiedzieć słowa, które na zawsze zmienią jej życie. Wiedziałem, co się stanie. Wiedziałem, że wybuchnie płaczem. Wiedziałem, że będzie płakać przez wiele dni, przez wiele nocy. Że jej poczucie bezpieczeństwa, wiara w ten świat, w to, że to jest dobre miejsce, gdzie mieszkają dobrzy ludzie i nikomu nie może stać się NAPRAWDĘ nic złego, zostanie bezpowrotnie zniszczona. Że będzie potrzebować miesięcy, może lat, by dojść do siebie. Uporać się z traumą. Nauczyć się żyć ze strachem o najbliższych. Za kilka chwil miałem odebrać jej dzieciństwo. Pomyślałem wtedy, że nie ma nic bardziej rzeczywistego, i zrobiło mi się niedobrze.

Oparłem się o bramę przedszkola. Ogrodzenie było zielone, stare i powyginane, wielokrotnie je odmalowywano. Gdzieniegdzie farba odchodziła, a wtedy ukazywały się, jedna pod drugą, upakowane ciasno kolejne jej warstwy. Zaciskałem dłonie na prętach, kurz, który na nich osiadł, brudził mankiety białej koszuli. W czoło wbijały mi się tępe metalowe groty ozdabiające bramę na górze.

Myślałem o tym, że dzieci nie powinny umierać przed rodzicami, a rodzice nie powinni umierać wtedy, kiedy dzieci są dziećmi. To jest po prostu niesprawiedliwe. Rodzice powinni widzieć, jak ich córki, synowie rosną, zmieniają się w nastolatki, jak pojawiają się im włosy na nogach, pod pachami, wokół genitaliów, jak wstydzą się oznak dorastania – budzących się piersi, zmieniającego barwę głosu, jak zakochują się po raz pierwszy, drugi, trzeci, jak przeżywają kolejne rozczarowania i porażki, zdają na studia albo z nich wylatują, układają sobie życie, zdobywają żonę, męża, jak rodzą im się ich własne dzieci i wszystko się powtarza. A dzieci powinny oglądać przez lata swoich rodziców. Obserwować, jak się zmieniają, jak we włosach pojawiają im się kolejne pasma siwizny, skóra zaczyna obwisać i pokrywać się zmarszczkami, z początku drobnymi, ledwo zauważalnymi, potem coraz głębszymi. Powinni wziąć udział w tym procesie, kiedy rodzice przestają być jedynym autorytetem, kimś, kto tłumaczy świat, i zmieniają się w przeciwnika, kogoś, kto częściej karze i wymaga, niż pomaga, a miłość do nich coraz częściej ustępuje niechęci, a potem nawet nienawiści, żeby wreszcie po latach powrócić wraz ze zrozumieniem – silniejsza, ale i spokojniejsza niż kiedykolwiek.

Odebrano im to.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii