Ten dzień – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 
ten dzien pdf

Ten dzień
Blanka Lipińska

Wydawnictwo: Edipresse Książki
ISBN: 978-83-8117-996-6
Język: Polski
Data wydania: 7 listopada 2018
Rozmiar pliku: 820 KB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

TEN DZIEŃ – OPIS EBOOKA

Sycylijskie życie Laury Biel zaczyna przypominać baśń. Wielkie wesele, mąż, który zrobi i odda dla niej wszystko, ciąża, masa prezentów oraz niewyrażalny wprost komfort: służba, samochody, rezydencje. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to, że wokół kręcą się sami gangsterzy, w powietrzu wisi nieokreślona zbrodnia, ktoś stale próbuje ją porwać i zabić, a Olo, najlepsza przyjaciółka, ślepo podąża w jej ślady. Bycie żoną najniebezpieczniejszego mężczyzny na Sycylii ma swoje konsekwencje i Laura boleśnie się o tym przekona…

Druga część bestselleru 365 dni to nie tylko przyjemne love story, które czyta się przed snem na dobranoc. To fabuła pełna zaskakujących zwrotów akcji: ucieczek, pogoni, zdrad, walk o honor, śmiertelnego niebezpieczeństwa. To książka o tym, jak łatwo się zakochać i równie łatwo zniszczyć sobie życie. Każdy rozdział zaskakuje , nic nie jest oczywiste – poza ostrym seksem i grą, w której nie ma ani złych, ani dobrych bohaterów. Jest za to wielka niewiadoma, wielka miłość, wielkie niebezpieczeństwo i wielka namiętność.

Na fali popularności „365 dni” Blanka Lipińska napisała kolejną książkę – kontynuację swojej wcześniejszej powieści „Ten dzień”. Skomplikowana, a wręcz często zawiła fabuła zaskakuje czytelnika, ale trudno powiedzieć, że wyłącznie pozytywnie. Kontrowersje to słowo, które ciśnienie się na usta po przeczytaniu książki Lipińskiej. Nie brakuje tu scen erotycznych i luźnego podejścia do wszelkich aspektów seksu.

Ten dzień e-book Blanka Lipińska do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

***
Jacht zacumował w porcie Fiumicino. Sobowtór mojej Pani wciąż był na pokładzie. Jej zadanie było proste – miała być.
– Wsadź Laurę w samochód i wyślij do mnie – powiedziałem, gdy przebywający w Rzymie Domenico odebrał telefon.
– Dzięki Bogu… – westchnął Młody. – Robiła się już nieznośna. – Usłyszałem, jak zamyka za sobą drzwi. – Nie wiem, na ile cię to zainteresuje, ale wypytywała o ciebie.
– Nie jedź z nią – odparłem, ignorując go. – Zobaczymy się w Wenecji. Odpocznij.
– Nie zapytasz, co mówiła? – Nie dawał za wygraną Domenico. Usłyszałem w jego głosie wesołość.
– A interesuje mnie to? – zapytałem najpoważniej, jak to możliwe, mimo że w środku jak dzieciak byłem ciekaw, o czym rozmawiali.
– Tęskni za tobą. – To krótkie stwierdzenie ścisnęło mnie w żołądku. – Tak sądzę.
– Dopilnuj, by jak najszybciej wyjechała. – Rozłączyłem się i popatrzyłem na morze.
Kolejny raz za sprawą tej kobiety ogarnęła mnie panika. Uczucie to było zbyt obce, bym mógł je zdiagnozować i powstrzymać.
Odprawiłem dziewczynę, która udawała Laurę, ale nakazałem, by cały czas była niedaleko. Nie miałem pojęcia, czy nie będzie za chwilę potrzebna. Według doniesień Matosa, Flavio z przestrzelonymi łapami wrócił na wyspę, ale nic poza tym się nie wydarzyło. Jakby cała sytuacja z Nostro nie miała miejsca. Zdawkowe informacje, jakie przekazywał pomazaniec, nie zadowalały mnie, wysłałem więc tam swoich ludzi, którzy potwierdzali wszystko, czego się dowiadywałem.
W porze lunchu odbyłem telekonferencję z ludźmi ze Stanów Zjednoczonych. Musiałem mieć pewność, że będą uczestniczyli w weneckim festiwalu filmowym. Potrzebowałem spotkania z nimi w cztery oczy; zamówienie kolejnej dostawy broni, którą miałem zamiar sprzedać na Bliskim Wschodzie, wymagało mojej obecności.
– Don Torricelli? – zapytał Fabio, wsuwając głowę do mojej kajuty, na co pokiwałem ręką i zakończyłem połączenie. – Pani Biel jest na pokładzie.
– Wypływamy – powiedziałem, podnosząc się z miejsca.
Wyszedłem na górny pokład i rozejrzałem się wokół. Gdy zobaczyłem swoją kobietę ubraną jak nastolatka, zacisnąłem pięści i zęby. Kuse szorty i mikroskopijna koszulka nie przystają wybrance głowy sycylijskiej rodziny, pomyślałem.
– Co ty, do cholery, masz na sobie! Wyglądasz jak… – Powstrzymałem się od dokończenia zdania, gdy popatrzyłem na niemal pustą butelkę po szampanie. Dziewczyna obróciła się, wpadając na mnie, a gdy odbiła się od mojej klatki, bezwładnie opadła na kanapę. Znów była pijana.
– Wyglądam, jak chcę, i nic ci do tego – wybełkotała, wymachując rękami, czym mnie nieco rozbawiła. – Zostawiłeś mnie bez słowa i traktujesz jak kukiełkę, którą się bawisz, gdy masz na to ochotę. – Wyciągnęła palec w moją stronę, próbując jednocześnie nieudolnie, lecz uroczo podnieść się z siedziska. – Dziś kukiełka ma ochotę bawić się solo.
Zataczając się, ruszyła w stronę rufy, gubiąc po drodze buty.
– Lauro… – zacząłem ze śmiechem, bo nie mogłem już dłużej się powstrzymać. – Lauro, do cholery! – Mój śmiech przeszedł w warkot, gdy zobaczyłem, jak niebezpiecznie zbliża się do krawędzi jachtu. Ruszyłem za nią, krzycząc: – Zatrzymaj się!
Nie słuchała mnie albo nie słyszała. W pewnym momencie poślizgnęła się. Butelka z jej dłoni wypadła, a ona sama, nie złapawszy równowagi, runęła do wody.
– Kurwa mać!… – Zacząłem biec. Zrzuciłem ze stóp buty i wskoczyłem do wody. Całe szczęście, że Tytan płynął wolno, a dziewczyna upadła na bok. Kilkadziesiąt sekund później już miałem ją w ramionach.
Na moje szczęście Fabio widział całe zajście i kiedy jacht się zatrzymał, rzucił mi przywiązane do liny koło ratunkowe i wciągnął na pokład. Dziewczyna nie oddychała.
Zacząłem ją reanimować. Kolejne uściski i wdechy nie pomagały.
– Oddychaj, kurwa mać!
Byłem zrozpaczony. Uciskałem coraz mocniej i coraz bardziej desperacko wdmuchiwałem powietrze do jej płuc.
– Oddychaj! – zawołałem po angielsku, bezsensownie sądząc, że może mnie zrozumie. Wtedy złapała haust powietrza i zaczęła wymiotować.
Gładziłem ją po twarzy i patrzyłem na wpół przytomne oczy, które usiłowały na mnie spojrzeć. Wziąłem ją na ręce i ruszyłem do kajuty.
– Wezwać lekarza?! – krzyknął Fabio.
– Tak, wyślij po niego helikopter.
Musiałem zabrać Laurę na dół, zostać z nią sam i upewnić się, że jest bezpieczna. Położyłem ją na łóżku i wpatrywałem się w jej bladą twarz, szukając potwierdzenia, że nic jej nie jest.
– Co się stało? – zapytała cicho.
Miałem wrażenie, że za chwilę stracę przytomność. W głowie mi dudniło, a serce waliło jak oszalałe. Uklęknąłem obok na podłodze i próbowałem się uspokoić.
– Spadłaś z pomostu. Dzięki Bogu, że nie płynęliśmy szybciej, a ty upadłaś na bok. Co nie zmienia faktu, że prawie utonęłaś. Kurwa, Lauro, mam ochotę cię zabić, a zarazem jestem wdzięczny, że żyjesz… – Pochyliłem głowę i zacisnąłem szczęki. Nieznośny ból głowy odbierał mi zdolność logicznego myślenia.
Laura delikatnie musnęła palcami mój policzek, podnosząc go tak, bym musiał na nią spojrzeć.
– Uratowałeś mnie?
– Dobrze, że byłem blisko. Nawet nie chcę myśleć, co ci się mogło stać. Czemu jesteś taka nieposłuszna i uparta…? – Strach, który czułem mówiąc to, był czymś zupełnie nowym. Jeszcze nigdy w życiu nie martwiłem się tak o nikogo.
– Chciałabym się umyć – powiedziała.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii