Po prostu zrób to! – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 
Po prostu zrób to ebook do pobrania

Po prostu zrób to!
Ilja Grzeskowitz

Wydawnictwo: Aktywa
Tłumacz: Karina Szymańska
ISBN: 978-83-957574-1-9
Język: Polski
Data wydania: 13 maja 2020
Rozmiar pliku: 1,3 MB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

PO PROSTU ZRÓB TO! – OPIS EBOOKA

Nastały czasy, gdzie ludzie zamiast pracować na własny sukces, tylko marudzą i żalą się swoim bliskim o własnych kiepskich warunkach. Nie wierzą, że dali by radę coś naprawić i czekają aż osoby trzecie zrobią to za nich i poprawią ich sytuację. Ilja Grzeskowitz stara się walczyć z takim postępowaniem co opowiada w swoim poradniku, celem jest napędzanie do działania. Nie żyjmy w stylu „patrz i czekaj” czyli bez zaangażowania to główna ambicja autorki. Pokazuje fascynujące i bardzo obszerne metody, dzięki bez studiów, pieniędzy czy pomocy rodziny można odmienić naszą egzystencję.

Strach stał się naszym sprzymierzeńcem, boimy się zmian i szukamy stabilności. Ebook pokazuje nam jak zmienić swoje życie, jakie słowa mają na tyle wartości aby nas zmotywować. Która cecha jest najważniejsza, aby nanieść przemianę w naszym życiu zawodowym, rodzinnym oraz osobowym. Cokolwiek chciałbyś zmienić, zrób to! Książka od wstępu do zakończenia inspiruje nas do funkcjonowania i nie przekładania niczego na później, bo nikt nie zrobi tego za Ciebie.

Po prostu zrób to! e-book Ilja Grzeskowitz do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

***
To był zwy­czaj­ny wto­rek je­sie­nią 1994 roku. Cho­ciaż tego dnia nic szcze­gól­ne­go nie wy­da­rzy­ło się na zie­mi, chy­ba ni­g­dy go nie za­po­mnę. Bo w jed­nej chwi­li mój świat miał się wy­wró­cić do góry no­ga­mi. Wów­czas wła­śnie od­by­wa­łem swo­ją osiem­na­sto­mie­sięcz­ną służ­bę za­stęp­czą w in­te­gra­cyj­nym ośrod­ku przy kli­ni­ce uni­wer­sy­tec­kiej w han­ze­atyc­kim mie­ście Lu­be­ka. Przez cały dzień opie­ko­wa­li­śmy się nie tyl­ko dzieć­mi w am­bu­la­to­rium, ma­ją­cy­mi pro­ble­my roz­wo­jo­we i w na­uce, lecz rów­nież pa­cjen­ta­mi z róż­nych od­dzia­łów, aby im tro­chę uroz­ma­icić po­byt w szpi­ta­lu. Jed­no z dzie­ci po­lu­bi­łem szcze­gól­nie. Tom­my, bo o nim mowa, był dzie­wię­cio­let­nim chłop­cem, któ­ry miał guza mó­zgu i le­żał na dzie­cię­cym od­dzia­le on­ko­lo­gicz­nym. Był już po kil­ku ope­ra­cjach i nie miał wło­sów na gło­wie. Je­dy­nie dwie ogrom­ne bli­zny po­kry­wa­ły jego łysą czasz­kę. Były to ze­wnętrz­ne śla­dy roz­pacz­li­wej wal­ki le­ka­rzy z tą pod­stęp­ną cho­ro­bą. Lecz rak był już tak da­le­ko roz­wi­nię­ty, że Tom­my nie mógł wy­grać tej wal­ki. Jed­na rzecz była jed­nak w tym wszyst­kim za­ska­ku­ją­ca. Ten dziel­ny chło­piec był, mimo tra­gicz­nej dia­gno­zy, naj­we­sel­szym dziec­kiem w ca­łym ośrod­ku. Z za­raź­li­wą pa­sją stru­gał małe fi­gur­ki w warsz­ta­cie, go­dzi­na­mi ukła­dał puz­zle albo ćwi­czył na gi­ta­rze utwo­ry Her­ber­ta Gröne­mey­era. A gdy był już zbyt zmę­czo­ny, uwiel­biał, gdy czy­ta­łem mu jed­ną z przy­gód Aste­rik­sa i Obe­lik­sa.

Fa­scy­no­wa­ła mnie nie­po­ha­mo­wa­na ra­dość ży­cia Tom­my’ego. Miał wszel­kie pod­sta­wy, aby być przy­gnę­bio­ny. A jed­nak nie był. Za­miast tego dużo się śmiał, miał za­wsze do­bry hu­mor i swo­ją od­wa­gą za­ra­żał inne dzie­ci. Jed­no­cze­śnie jego stan fi­zycz­ny po­gar­szał się bły­ska­wicz­nie, tak że były dni, kie­dy w ogó­le się z nim nie wi­dzia­łem. Ale we wspo­mnia­ny wto­rek sie­dział znów na mo­ich ko­la­nach i ra­zem czy­ta­li­śmy Aste­rik­sa w Hisz­pa­nii. Wła­ści­wie wszyst­ko było jak za­wsze, ale gdy do­szli­śmy do jego ulu­bio­ne­go miej­sca (dla wta­jem­ni­czo­nych: do mo­men­tu, kie­dy to mały Pepe wstrzy­mu­je po­wie­trze, bo nie chce zjeść ryby), Tom­my po­wie­dział do mnie mi­mo­cho­dem zda­nie, któ­re­go ni­g­dy nie za­po­mnę: „Ilja, wiem, że nie­dłu­go umrę. Ale się nie boję, po­nie­waż Pan Bóg czu­wa nade mną. Poza tym to su­per, że mi za­wsze tyle czy­tasz. Sa­ni­ta­riu­sze ni­g­dy na to nie mają ocho­ty. W po­dzię­ko­wa­niu wy­stru­gam ci ju­tro ta­li­zman w warsz­ta­cie”. Mimo że w tym mo­men­cie mu­sia­łem moc­no po­wstrzy­my­wać się od pła­czu, zmu­si­łem się, aby nie moż­na było ni­cze­go po mnie po­znać. Po­wie­dzia­łem za to: „Eks­tra, bar­dzo się z tego cie­szę”. Na­stęp­nie – jak gdy­by ni­g­dy nic – czy­ta­łem da­lej, za­nim, jak zwy­kle, po­że­gna­li­śmy się przy­bi­ciem piąt­ki. Ta­li­zma­nu ni­g­dy nie do­sta­łem, po­nie­waż dwa dni póź­niej Tom­my zmarł.

Ma­jąc wte­dy dzie­więt­na­ście lat, dłu­go prze­ży­wa­łem to do­świad­cze­nie. Ale in­stynk­tow­nie zro­zu­mia­łem, że mimo tra­gicz­nej sy­tu­acji otrzy­ma­łem od tego ma­łe­go, dziel­ne­go brzdą­ca szcze­gól­ny pre­zent. Ta zna­jo­mość na­uczy­ła mnie wię­cej o mo­ty­wa­cji niż wszyst­kie książ­ki, se­mi­na­ria i wy­kła­dy z póź­niej­szych lat ra­zem wzię­te. Przez swo­je na­sta­wie­nie i nie­po­ha­mo­wa­ną od­wa­gę ży­cio­wą Tom­my po­ka­zał mi mia­no­wi­cie, że po­je­dyn­czy czło­wiek może czy­nić ol­brzy­mią róż­ni­cę, na­wet je­śli wszel­kie oko­licz­no­ści wy­da­ją się być mu prze­ciw­ne. Ten mały chło­piec był dla mnie przy­kła­dem tego, jak ru­szyć świat z po­sad i trwa­le go zmie­nić. Wła­śnie dzię­ki świa­do­mo­ści, że już nie bę­dzie dłu­go żyć, roz­ko­szo­wał się każ­dą po­je­dyn­czą chwi­lą i za­ra­żał wszyst­kie dzie­ci oraz do­ro­słych swo­im in­ten­syw­nym sty­lem ży­cia.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii