Miedziaki – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 
Miedziaki chomikuj

Miedziaki
Colson Whitehead

Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 978-83-8125-811-1
Język: Polski
Data wydania: 30 października 2019
Rozmiar pliku: 310 KB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

MIEDZIAKI – OPIS EBOOKA

Colson Whitehead bardzo błyskotliwy facet chwyta się kolejnej Amerykańskiej intrygi. Cała akcja odbywa się na Florydzie w latach 60. XX wieku, a wątek dotyczy przeznaczenia dwóch niesfornych chłopaków, którzy trafili do poprawczaka. Po zmianie praw obywatelskich, które trafiły do Frenchtown. Elwood dostrzega sens w poglądzie dr. Martina Kinga „równie dobry jak każdy inny”, chłopak miał trudne dzieciństwo, na szczęście wychowała go babcia, pozytywnie wpływając na jego wychowanie.

Curtis stara się dostać do jednego z college dla kolorowych, jednak w latach 60. nie jest to takie proste i najmniejszy błąd może skreślić jego szansę na odmienną przyszłość, dlatego duży wpływ na to mają rówieśnicy do których musi przyzwyczaić, akceptować ich zdanie i nie plątać się w kłopoty.

Gdy Elwood finalnie trafia do poprawczaka, które za zadanie ma wychować niepełnoletnich przestępców, podobnie jak uczynić z nich „uczciwych i honorowych” obywateli. Akademia okazuje się domem strachów, chłopaka dotyka wiele nieszczęść liczne kradzieże, korupcja oraz przemoc. Pracownicy wykorzystywali seksualnie podopiecznych, a każdy opór był daremny i wiązał się z konsekwencjami.

Szkoła istniała faktycznie i funkcjonowała przez ponad sto lat, gdzie poniżano, bito oraz wykorzystywano wielu wychowanków. Przytłaczająca, straszna i niewyobrażalna powieść, wyróżniona Nagrodą Pultizera w kategorii „literatura piękna”, jest to druga w karierze Colsona Whiteheada.

Miedziaki e-book Colson Whitehead do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

***
Nawet po śmierci chłopcy sprawiali problemy.
Tajny cmentarz znajdował się po północnej stronie Miedziaka, na pstrokatej parceli zarosłej dziką trawą, pomiędzy starym warsztatem a śmietniskiem. Pole służyło za pastwisko w czasach, gdy szkoła otworzyła mleczarnię, żeby sprzedawać miejscowej klienteli nabiał – jedno z przedsięwzięć stanu Floryda, aby ulżyć podatnikom w kosztach utrzymania zakładu poprawczego. Deweloperzy budujący kompleks biurowy zagarnęli ten teren pod plac z restauracjami, czterema aranżacjami wodnymi i betonową sceną na okazjonalne imprezy. Odkrycie zwłok stanowiło bardzo kosztowną komplikację dla zaangażowanej agencji nieruchomości, czekającej na zielone światło po analizie wpływu inwestycji na środowisko naturalne, oraz dla prokuratury, która niedawno umorzyła dochodzenie w sprawie domniemanego znęcania się nad podopiecznymi Miedziaka. Teraz należało wszcząć nowe śledztwo, ustalić tożsamość zmarłych i przyczynę ich śmierci. Nikt nie miał bladego pojęcia, kiedy teren zostanie wyrównany, oczyszczony, zgrabnie uwolniony od przeszłości, a tego zdaniem ogółu należało dokonać dawno temu.
Wszyscy chłopcy wiedzieli o tej cholernej parceli. Ale trzeba było dopiero studentki z Uniwersytetu Południowej Florydy, żeby dowiedział się świat, dziesiątki lat po tym, gdy pierwszego miedziaka zasznurowano w worku na kartofle i wrzucono do dołu. Spytana, jak wypatrzyła groby, Jody odparła:
– Ziemia wyglądała dziwnie.
Zapadły teren, liche chwasty. Jody z resztą uniwersyteckiej ekipy archeologicznej od miesięcy prowadziła wykopaliska w obrębie oficjalnego cmentarza. Władze stanowe nie mogły rozporządzać posiadłością, dopóki ludzkie szczątki nie zostaną przeniesione w inne miejsce, studenci zaś musieli zaliczyć zajęcia w terenie. Używając palików i drutu, podzielili teren na sektory. Kopali szuflami i przy użyciu ciężkiego sprzętu. Na tackach, po przesianiu ziemi, zostały kości, klamry od pasków i butelki po wodzie sodowej, wszystko w formie bezładnej ekspozycji.
Oficjalny cmentarz chłopcy z Miedziaka nazywali Boot Hill, tak jak miejsca pochówku typów spod ciemnej gwiazdy – nazwę wzięli z westernów, na które chodzili w soboty, zanim zesłano ich do zakładu poprawczego i pozbawiono podobnych rozrywek. Nazwa przylgnęła, ostała się na pokolenia, także wśród studentów z południowej Florydy, którzy nigdy w życiu nie widzieli westernu. Boot Hill znajdował się na dużym stoku po północnej stronie. Białe krzyże na mogiłach łowiły słońce w pogodne popołudnie. Na dwóch trzecich z nich wyryto nazwiska; reszta była nietknięta. Identyfikacja okazała się sprawą trudną, ale rywalizacja między młodymi archeologami gwarantowała stały postęp. Szkolne archiwa, chociaż niekompletne i prowadzone mało starannie, wskazały, kim był „WILLIE 1954”. Spalone szczątki uwidaczniały los tych, którzy zginęli w pożarze internatu w 1921 roku. Przyporządkowanie DNA do żyjących krewnych – do tych, których studentom udało się odnaleźć – połączyło zmarłych ze światem żywych. Z czterdziestu trzech ciał siedem pozostało anonimowych.
Studenci usypali białe krzyże w stos obok wykopaliska. Gdy nazajutrz rano wrócili do pracy, okazało się, że ktoś roztrzaskał wszystkie w drobny mak.
Boot Hill oddawał chłopców jednego po drugim. Jody poczuła podekscytowanie, gdy obmywając wodą ze szlauchu znaleziska wyjęte z jednego z wykopów, zobaczyła pierwsze szczątki. Profesor Carmine powiedział, że mała kość w jej dłoni należała najprawdopodobniej do szopa pracza albo innego niedużego zwierzęcia. Tymczasem dzięki tajnemu cmentarzysku Jody się zrehabilitowała. Dokonała odkrycia, gdy chodziła dokoła w poszukiwaniu sieci komórkowej. Profesor poparł jej domysły na podstawie zaobserwowanych nieprawidłowości: te wszystkie pęknięcia i rozłupane czaszki, żebra przeorane śrutem. Jeśli szczątki z oficjalnego cmentarza budziły podejrzenia, to jaki los spotkał tych z nieoznakowanych mogił? Dwa dni później psy tropiące i obrazowanie wielospektralne potwierdziły sprawę. Brak białych krzyży, brak nazwisk. Tylko kości czekające na odkrycie.
– A mówili na to „szkoła” – powiedział profesor Carmine.
Na ponad czterech tysiącach metrów kwadratowych ziemi można sporo ukryć.
Któryś z dawnych wychowanków lub ich krewnych dał cynk mediom.
Na tamtym etapie studenci nawiązali już relacje z byłymi podopiecznymi zakładu poprawczego, przeprowadzili z nimi wywiady. Ludzie ci przypominali zrzędliwych wujów i zakapiorów ze starych osiedli, mężczyzn, którzy mogą nieco zmięknąć, gdy się ich lepiej pozna, ale nigdy nie tracą twardego środka. Studenci archeologii powiedzieli im o drugim cmentarzu, powiedzieli członkom rodzin o martwych chłopakach, których wykopali z ziemi, a wtedy miejscowa radiostacja wysłała reportera. Wielu dawnych wychowanków już wcześniej mówiło o tajnych grobach, ale jak zawsze w przypadku Miedziaka, nikt im nie uwierzył. Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, gdy to samo usłyszano z innych ust.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii