Igrzyska śmierci – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 

Igrzyska śmierci
Suzanne Collins

Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN: 978-83-7278-655-5
Język: Polski
Data wydania: 21 marca 2012
Rozmiar pliku: 2 MB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

IGRZYSKA ŚMIERCI – OPIS EBOOKA

Powieść rozpoczynająca świetną sagę straszliwej przygody, w której wybrani by pozostać przy życiu muszą odnieść zwycięstwo w igrzyskach śmierci. Dzicz, zmiana warunków pogodowych co kilka chwil, strach oraz niesamowite emocje. Tego właśnie doświadcza bohaterka ebooka.

Panem państwo dawnej Ameryki Północnej, otoczone dwunastoma dystryktami. Główną atrakcją Kapitolu są coroczne Głodowe Igrzyska, w której młodzież walczy na śmierć i życie, a cała akcja transmitowana jest na żywo. W jednym z rejonów mieszka Katniss Everdeen, która prowadzi ubogie ale bardzo spokojne życie, gdzie żyje z młodszą siostrą oraz matką. Młoda dziewczyna po śmierci ojca została głową rodziny i aby przetrwać musiała poznać zasady przetrwania oraz walki. Tego lata to ona trafia do rozgrywki wraz z Peeta Mellark, przed nimi trudne wyzwanie oraz okrucieństwo jakie dostarczyła im władza stolicy.

Każdy z dwunastu dystryktów do igrzysk musi doprowadzić dwóch zawodników, chłopca i dziewczynkę w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Sam pomysł zawodów jest przypomnieniem dla każdej strefy jak ważny jest pokój i jak trudno było go osiągnąć.

Igrzyska śmierci e-book Suzanne Collins do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

***
Gdy się budzę, czuję, że druga strona łóżka już zdążyła wystygnąć. Wyciągam rękę w poszukiwaniu Prim, ale dotykam tylko szorstkiego płótna materaca. Na pewno przyśnił się jej koszmar, więc poszła do łóżka mamy. Oczywiście, że tak. Dziś dożynki.

Podpieram się na łokciu. W pokoju jest już na tyle jasno, że je widzę. Moja młodsza siostra Prim zwinęła się jak embrion i wtuliła w mamę, przywarły do siebie policzkami. We śnie mama wygląda młodziej, nadal wydaje się zmęczona, ale nie taka sterana. Prim ma twarz świeżą jak poranek i śliczną jak prymulka, na której cześć dostała imię. Mama też kiedyś była wyjątkowo piękna. Tak przynajmniej słyszałam.

U kolan Prim siedzi najbrzydszy kot świata, jej strażnik. Ma zmiażdżony nos i oczy w kolorze gnijącego kabaczka, brak mu połowy ucha. Prim nazwała go Jaskier, bo się upiera, że jego brudnożółte futro ma taki sam kolor jak ten kwiatek. Jaskier mnie nie cierpi, a przynajmniej mi nie ufa. Minęło wiele lat, ale chyba pamięta, że próbowałam zafundować mu śmierć w wiadrze pełnym wody, kiedy Prim przyniosła go do domu — zabiedzonego, zapchlonego kociaka o zarobaczonym i spuchniętym brzuchu. Tylko tego mi brakowało, jeszcze jednej gęby do wykarmienia. Prim jednak tak bardzo błagała, a nawet płakała, że musiał zostać. Właściwie dobrze się stało, mama wyleczyła go z pasożytów i zrobił się z niego zawołany myśliwy. Poluje na myszy, czasem nawet zdoła dopaść szczura. Bywa, że gdy patroszę łupy, rzucam mu podroby. Przestał na mnie prychać.

Są podroby — nie ma prychania. Na cieplejsze relacje oboje nie mamy co liczyć.

Zwieszam nogi z łóżka i wskakuję w myśliwskie buty. Elastyczna skóra dostosowała się do kształtu moich stóp. Wciągam na siebie spodnie, koszulę, upycham długi, ciemny warkocz pod czapką i chwytam chlebak. Na stole, pod drewnianą miską, która chroni żywność przed wygłodniałymi szczurami i kotami, leży kawał wyśmienitego koziego sera, owinięty w liście bazylii. Prezent od Prim, na dożynki. Ostrożnie wkładam ser do kieszeni i wychodzę z domu.

O tej porze nasz rejon Dwunastego Dystryktu, nazywany Złożyskiem, zwykle zapełniają górnicy, tłumnie zmierzający na poranną szychtę mężczyźni i kobiety o przygarbionych ramionach i obrzękniętych kostkach palców. Wielu z nich od dawna już nie próbuje wyskrobywać pyłu węglowego spod połamanych paznokci ani ze zmarszczek na wychudzonych twarzach. Dzisiaj jednak czarne, pokryte żużlem ulice są puste.

Dzicy lokatorzy szarych domów pozamykali okiennice. Dożynki rozpoczną się o drugiej. Można dłużej pospać, o ile jest się w stanie.

Nasz dom stoi niemal na samym skraju Złożyska, wystarczy, że minę kilka ulic i już jestem na zapuszczonym polu zwanym Łąką. Od lasu oddziela ją wysoka siatka zwieńczona zwojami drutu kolczastego. Takie ogrodzenie otacza cały Dwunasty Dystrykt. Teoretycznie powinno na okrągło być pod napięciem, żeby odstraszać drapieżniki z lasu — watahy dzikich psów, samotne pumy, niedźwiedzie — które niegdyś błąkały się po naszych ulicach. Przy odrobinie szczęścia prąd włączają nam wieczorami na dwie, góra trzy godziny, więc zazwyczaj można bezpiecznie dotykać ogrodzenia. Na wszelki wypadek zawsze przez chwilę nasłuchuję brzęczenia, które oznacza, że druty są pod napięciem. Teraz panuje tu grobowa cisza. Chowam się za kępą krzaków, kładę na brzuchu i wsuwam pod półmetrowy, od lat poluzowany fragment. Ogrodzenie ma jeszcze kilka innych słabych punktów, lecz ten jest tak blisko domu, że niemal zawsze właśnie tędy wymykam się do lasu.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii