Harry Potter i Insygnia Śmierci – eBook (PDF, EPUB, MOBI)

 
Harry Potter i Insygnia Śmierci book

Harry Potter i Insygnia Śmierci
J. K. Rowling

Wydawnictwo: Media Rodzina
ISBN: 978-1-78110-413-2
Język: Polski
Data wydania: 20 lipca 2016
Rozmiar pliku: 1,7 MB
Zabezpieczenie: Znak Wodny

HARRY POTTER I INSYGNIA ŚMIERCI – OPIS EBOOKA

Siódmy tom niezwykłych przygód jednego z najsłynniejszych czarodziejów młodego ucznia Hogwartu. Świetna kontynuacja i rozwinięcie wszelkich pytań jakie powstały podczas Harry Potter i Książe Półkrwi,  poczuj się jak jeden z jego przyjaciół i daj się ponieść akcji ebooka.

Czarodzieje poczuli strach i zagrożenie, ponownie po wielu latach, które niesie za sobą Voldemort i śmierciożercy cały czas werbujący swoją armię. Harry wraz z przyjaciółmi pozostali sami, bez wsparcia Dumbledore, który po śmierci nie pozostawił mu żadnych wskazówek jak pokonać Czarnego Pana. Potter zdając sobie sprawę, że wszystko jest w jego rękach wyrusza w niebezpieczną podróż. W poszukiwaniu horkruksów wspiera go Ron i Hermiona, nikt z nich nie wie jak zakończy się ich ekspedycja i czy odniosą zwycięstwo nad siłami zła.

Gdzie szukać wskaźników, od czego zacząć? Wszystko staje się bardzo problematyczne, a fabuła jest jeszcze bardziej ekscytująca niż dotychczas. Ostateczna walka dobra ze złem, finał przygód młodego czarodzieja.

Harry Potter i Insygnia Śmierci e-book J. K. Rowling do pobrania w formie elektronicznej książki (pdf, epub, mobi) Ebookland.pl

Pobierz eBook

FRAGMENT EBOOKA

***
Na wąskiej, skąpanej w blasku księżyca drodze pojawili się znikąd dwaj mężczyźni. Przez chwilę stali nieruchomo, celując w siebie różdżkami, a potem, kiedy się rozpoznali, pochowali różdżki pod peleryny i żwawym krokiem ruszyli w jednym kierunku.
— Dobre wieści? — zapytał wyższy z nich.
— Trudno o lepsze — odrzekł Severus Snape.
Z lewej strony drogę obrastały niskie krzaki jeżyn, z prawej wysoki, starannie przystrzyżony żywopłot. Mężczyźni szli szybko; ich długie, sięgające kostek peleryny łopotały jak skrzydła wielkich czarnych ptaków.
— Już myślałem, że się spóźnię — powiedział Yaxley, którego tępa twarz raz po raz pojawiała się w świetle księżyca, przedzierającym się przez gałęzie drzew. — Kosztowało to trochę więcej wysiłku, niż się spodziewałem, ale mam nadzieję, że będzie zadowolony. A ty? Jesteś pewny, że dobrze cię przyjmie?
Snape tylko kiwnął głową. Skręcili w prawo, w szeroką aleję, również obrzeżoną żywopłotem, biegnącym dalej, poza wykute z żelaza pręty imponującej bramy, która zagrodziła im drogę. Nie zatrzymali się przed nią: obaj unieśli lewe ręce w geście pozdrowienia i przeszli przez bramę, jakby poczerniały metal był dymem.
Cisowy żywopłot tłumił ich kroki. Gdzieś na prawo coś zaszeleściło. Yaxley szybko wyciągnął różdżkę i skierował ją w ciemność ponad głową swojego towarzysza, ale okazało się, że to tylko biały paw, przechadzający się majestatycznie po szczycie żywopłotu.
— Ach, ten Lucjusz... lubi sobie dogadzać. Pawie... — mruknął Yaxley, chowając różdżkę.
Z ciemności wyłonił się ładny wiejski dwór, przez romboidalne kratki szyb dolnych okien sączyło się światło. Gdzieś z boku, spoza żywopłotu, z pogrążonego w mroku ogrodu dobiegał cichy plusk fontanny. Snape i Yaxley ruszyli spiesznym krokiem prostą aleją wysypaną żwirem, chrzęszczącym pod ich stopami. Kiedy dotarli do frontowych drzwi, same rozwarły się przed nimi.
Weszli do wielkiego, mrocznego holu, którego kamienną posadzkę pokrywał wspaniały dywan. Oczy bladolicych postaci z portretów na ścianach uważnie śledziły każdy ich krok. Stanęli przed masywnymi, drewnianymi drzwiami do salonu i zawahali się przez chwilę, a potem Snape obrócił mosiężną gałkę.
Salon był pełen ludzi, siedzących w milczeniu przy długim, ozdobnym stole. Resztę mebli odsunięto w nieładzie pod ściany. Jedynym źródłem światła był ogień buzujący w marmurowym kominku, nad którym wisiało ciężkie zwierciadło w pozłacanej ramie. Snape i Yaxley zatrzymali się w progu, oswajając się z panującym tu mrokiem, i dopiero po chwili ujrzeli najbardziej zdumiewający fragment roztaczającej się przed nimi sceny: nieruchomą postać unoszącą się głową w dół nad stołem i obracającą się powoli, jakby wisiała na niewidzialnej linie. Jej zarys odbijał się w zwierciadle i w wypolerowanym blacie stołu. Nikt nie zwracał na nią uwagi, tylko blady młodzieniec, siedzący pod nią, najwyraźniej nie mógł się powstrzymać, by co chwila nie zerknąć na nią ukradkiem.

Author : Admin-Marenor

Redaktor portalu eBookland.pl. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Wydział Filozofii i Socjologii